piątek, 30 grudnia 2016

Sobota pełna wrażeń, czyli o tym,jak odkryłyśmy najpiękniejszą dzielnicę Rzymu- Zatybrze :)

Sobotnie zwiedzanie rozpoczynamy  od wyprawy metrem na stację Flaminio Piazza del Popolo. Tuż przy wyjściu z metra znajduje się okazała brama Porta Flaminia, przez którą wchodzimy  na Plac wszystkich Ludzi( Piazza del Popolo)- uznany za jeden z najpiękniejszych placów Europy.

Porta Flaminia




Warto wspomnieć, że Porta Flaminia to jeden z najstarszych elementów tego miejsca, powstała w III w n.e. jako część Murów Aureliańskich, wielokrotnie była przebudowywana, w związku z czym jej wygląd znacznie się różni od tego z czasów starożytnych. Porta Flaminia była niezwykle ważnym elementem w Rzymie, gdyż stanowiła pierwszy fragment  miasta jaki widziały wjeżdżające tu orszaki. Pielgrzymi i podróżnicy poruszający się drogą konsularną Via Flaminia właśnie tą bramą wkraczali do Wiecznego Miasta!
Sam plac Popolo również jest niezwykle charakterystycznym miejscem w Rzymie, gdyż to właśnie tutaj zaczynają się starożytne Pola Marsowe oraz papieskie Wieczne Miasto z trójzębem malowniczych ulic: via del Corso, Via Babuino, Via della Ripetta.

Na początku naszą uwagę przykuwa stojący pośrodku placu 24 metrowy obelisk egipski. Niestety fontanna wewnątrz której znajduje się ten powstały dla faraona Ramzesa II obelisk, jest w remoncie:( Zdjęć zatem nie robimy i udajemy się dalej.

No dobrze jest jedno, ale nie wiele z niego wynika :P 


Nie da się również nie zwrócić uwagi na przylegający do bramy najstarszy na tym placu kościół- bazylika S. Maria del Popolo :)

Bazylika S. Maria del Popolo
Napięty grafik zwiedzania nie pozwala nam na wejście do środka, z zaufanych źródeł wiem jednak,że miejsce to jest godne polecenia! :) Szczególnie dla fanów malarstwa  Caravaggio- w kaplicy Cerasi znajdują się bowiem jego dwa obrazy: " Nawrócenie Św. Pawła" oraz "Ukrzyżowanie Św. Piotra".
Delektując się względną ciszą i brakiem tłumów ( jest dość wczesna pora, więc plac jest w miarę pusty) obchodzimy plac wzdłuż i wszerz, a następnie schodkami ukrytymi za ciągiem budynków, wśród których znajduje się min. muzeum Leonardo da Vicni, udajemy się na Wzgórze Pincio :)

Jeden z tzw. kościołów bliźniaczych- "Kościół Artystów"
Chwila wytchnienia w drodze na taras widokowy na Wzgórzu Pincio


 Sam widok z tarasu może nie powala na kolana, ale warto się tutaj udać,szczególnie jeśli szukacie chwili wytchnienia. Z pewnością znajdziecie ją w niesamowitych ogrodach Parku Villa Borghese :)




Żeby zobaczyć takie widoki, trzeba było się udać nieco dalej, w kierunku Pałacyku Valadiera :)


 Park ten jest jednym z najstarszych parków publicznych w Rzymie i rozciąga się na powierzchni 80 ha. Miejsce to zachwyca malowniczymi ścieżkami z rosnącymi wokół wiekowymi piniami ( to takie drzewo z gatunku sosnowatych), licznymi fontannami i rzeźbami( znajdują się tutaj 224 popiersia słynnych postaci! ). Dla mających więcej czasu, polecam odwiedzenie Muzeum Galeria Borghese :)Jeśli zdecydujecie się na wizytę, będziecie mogli podziwiać obrazy takich malarzy jak Rafael, Caravaggio, Tycjan czy Rubens. My z racji braku czasu, postanawiamy skupić się na odpoczynku w tym niezwykłym miejscu, po to,aby nabrać sił na dalsze zwiedzanie! ;) Z najważniejszych miejsc do zobaczenia w tym parku ,udaje nam się odwiedzić Pałacyk Valadiera ( nie wchodzimy do środka, gdyż mieści się tutaj restauracja z cenami zdecydowanie nie na naszą kieszeń :P) oraz Zegar Wodny. Pozostałe "must see" w tym miejscu, takie jak Ogród Wodny czy Obelisk Antoniusa zostawiłyśmy sobie na następny raz ;)


Pałacyk Valadiera

Zegar Wodny


Nasz kolejny cel to Zamek Św. Anioła ( i znowu ta fascynacja książką "Anioły i Demony" ) :) Oczywiście udajemy się tam pieszo, zwiedzając przy okazji najpiękniejsze zabytki Via del Corso,którą ruszamy w kierunku Piazza Cavour. Plac zachwyca nas swoją elegancją, gdyż w otoczeniu palm znajduje się tam pomnik hrabiego Cavour oraz niesamowity Pałac Sprawiedliwości :)
Prawda jednak jest taka, że najbardziej cieszy nas fakt, iż z tego placu  zaledwie kilka kroków dzieli nas do naszego celu ;) { sobota również była niezwykle upalna :P}

Pałac Sprawiedliwości
Zamek Św. Anioła nie rozczarowuje, zdecydowanie polecam zwiedzenie tego miejsca nie tylko fanom książek Dona Browna ;) Pierwotnie budowla ta pełniła funkcję mauzoleum- grobowca cesarza Hadriana i jego następców. Około V wieku  zamieniono go w fortecę, która przez setki lat pozostawała najpotężniejszym punktem obronnym Rzymu – ten kto posiadał klucze do zamku był faktycznym władcą miasta. Twierdza ta przede wszystkim miała chronić papieża i bazylikę Św. Piotra. W 1227 roku w  powstał ukryty korytarz (passetto) łączący Zamek z pałacami przy Bazylice Św. Piotra , który zapewniał papieżom możliwość ucieczki do fortecy.
Swoją nazwę Zamek ,jak i przylegający do niego Most Aniołów, zawdzięcza  legendzie o cudownym pojawieniu nad Mauzoleum Archanioła Michała, który obronił rzymian przed epidemią dżumy. Według podań papież Grzegorz I Wielki, prowadząc pokutną procesję, ujrzał na szczycie budynku Anioła chowającego miecz do pochwy. Miało to oznaczać przebłaganie Boga i rychły koniec epidemii. Dzisiaj w tym niezwykłym miejscu możemy podziwiać pomieszczenia apartamentów papieskich, dawny sprzęt militarny czy też małe muzeum wojska. Warto również wspomnieć o tym, że z tarasu zamku można podziwiać wspaniałą panoramę Rzymu i Watykanu :)

Zamek Św. Anioła
Most Aniołów



Na tarasie słońce świeciło wyjątkowo mocno ;)


Zainteresowanych historią Aniołów związanych z tym niezwykłym zamkiem odsyłam tutaj: Zamek,Most,Archanioł i 10 aniołów :)
My tymczasem prosto z Zamku Św. Anioła udałyśmy się do Watykanu :) Pierwszą rzeczą ,jaką zrobiłyśmy po przekroczeniu granic Watykanu, był zakup lodów ! :) Jak zwykle byłe pyszne :) Przyjemnie schłodzone udałyśmy się w stronę Placu Św. Piotra, by z oddali podziwiać monumentalną Bazylikę Św. Piotra :)


Bliższe zwiedzanie tego miejsca postanowiłyśmy sobie zostawić na później, gdyż lejący się żar z nieba, skutecznie uniemożliwiał nam delektowanie się widokami :P 
Kolejnym punktem na naszej mapie w tym dniu była Fontanna di Trevi :)  Z stacji metra Ottaviano /S. Pietro dojechałyśmy do stacji Barberini :) Nie miałam już sumienia ciągnąć tam dziewczyn na pieszo ;)
Fontanna di Trevi to podobno jedno z najromantyczniejszych miejsc w Rzymie( ale chyba tylko wtedy,gdy nie ma tam tłumów turystów :P). Ta barokowa fontanna mająca 20 metrów szerokości i 26 metrów wysokości zachwyca nie tylko swoimi rozmiarami, ale także refleksami słonecznymi na falującej tafli wody w niecce basenowej. Legenda głosi,że turysta musi wrzucić przez ramię, koniecznie za siebie, do fontanny drobniaki- dzięki temu los ponownie pokieruje go do Rzymu :) My drobniaków do fontanny nie wrzuciłyśmy, gdyż dopchanie się do niecki basenu graniczyło z cudem! Wniosek z tego płynie tylko jeden: jeśli chcecie zobaczyć tę niezwykłą budowlę w ciszy i spokoju, koniecznie idźcie tam nocą! Sztuczne oświetlenie dodaje fontannie uroku, a mniejsza liczba turystów jest nieoceniona ;)


Tylu tam było ludzi, że nawet zdjęcie nie cieszyło :P
Zmęczone chodzeniem w pełnym słońcu, postanawiamy powrócić do hotelu i odświeżyć się trochę :) Ola zostaje już na miejscu,aby obejrzeć mecz ( w końcu Euro 2016 mieliśmy w tym czasie), my zaś z Marysią udajemy się na podbój Zatybrza! :) Ze stacji metra Termini ,udajemy się na dworzec autobusowy i wsiadamy w linię H, którą dojeżdżamy na przystanek Sonnino/S.Gallicano. Stamtąd już dosłownie kilkaset metrów dzieli nas od najstarszej i zarazem najpiękniejszej dzielnicy Rzymu- Zatybrza/Trastevere :) W starożytności dzielnicę tę zamieszkiwali Etruskowie, później robotnicy i biedota, stąd dawniej miejsce to było kojarzone z biedotą. Dziś dzięki swojemu naturalnemu charakterowi miejsce to jest uwielbiane nie tylko przez turystów,ale również przez rodowitych Rzymian :) Poza licznymi atrakcjami turystycznymi, znajdziecie tutaj min. jeden z najstarszych romańskich kościołów w mieście -  Santa Maria in Trastevere bądź Kościół Świętej Cecylii z kryptą, w której przechowywane są jej relikwie;Zatybrze zachwyca ciasnymi uliczkami, przytulnymi zaułkami, małymi zakładami rzemieślniczymi ( w jednym z nich kupiłam piękne kolczyki a Maryśka bransoletkę ;), prawdziwie włoskimi knajpkami oraz placem Marii Panny z jedną z najstarszych fontann w Rzymie :) Najpiękniejsze zakątki Zatybrza w niezwykle dokładny sposób opisuje mój ulubiony blog o Rzymie Zagubieni w Rzymie i tam też odsyłam zainteresowanych poszerzeniem swojej wiedzy na temat tego miejsca :) 
My spacer po Zatybrzu rozpoczynamy od Fontanny Więźnia , następnie ciasnymi uliczkami udajemy się w kierunku Placu Św. Marii- trzeba wiedzieć, że wszystkie uliczki na Zatybrzu prowadzą właśnie do tego placu!


Fontanna Więźnia






Kościół Św. Marii




Fontanna na Placu Św. Marii
 Spacerując po magicznych uliczkach, wchodzimy do małej pizzeri, gdzie obsługuje nas Włoszka polskiego pochodzenia! :) Co prawda po polsku nie mówi, ale niebieskie oczy i jasne włosy szybko ją zdradzają :) Chwilkę rozmawiamy, po czym skupiamy się na spałaszowaniu jak zwykle pysznej pizzy :)




I jak nie kochać Zatybrza? ;)
Tego dnia, moja córka po raz kolejny udowodniła mi,że jest małą bohaterką! Mimo zmęczenia, podjęła decyzję,że do Watykanu idziemy z Zatybrza pieszo! :) Po jakiejś godzinie wolnego spaceru dotarłyśmy do Watykanu! Jakże innego od tego, który widziałyśmy rano! Przede wszystkim na Placu Św. Piotra było pusto i na spokojnie mogłyśmy obejść Bazylikę ze wszystkich stron. Był również czas,żeby bliżej podejść do straży papieskiej :) Zdecydowanie późne popołudnie/wieczór to dobry czas, aby zobaczyć to najmniejsze państwo świata!



Na żywo Ci panowie robią niesamowite wrażenie :P


ktoś zapomniał posprzątać, ale choć ptaszki miały co zjeść ;)
Pełne wrażeń, po kolejnym niesamowitym dniu w Wiecznym Mieście metrem udajemy się do hotelu :) Pora na sen, bo rano trzeba wcześnie zająć kolejkę do Muzeów Watykańskich ;)

niedziela, 4 grudnia 2016

Spacerkiem po Wiecznym Mieście - dzień pierwszy - część 2 :)

Po wspaniałych lodach przy Via Cavour, pełne energii ruszamy w kierunku Placu Weneckiego ( O zabytkach, które zwiedziłyśmy przed lodami na Via Cavour przeczytacie tutaj : O Koloseum, Pantenonie i Forum Romanum :). Bardzo szybko dochodzimy do monumentalnej budowli ( kolejnej ;) zwanej Ołtarzem Ojczyzny lub Pomnikiem Viktora Emanuella II .
Pomnik ten dla Włochów jest miejscem upamiętniającym jedność ich ojczyzny i wolność. Wewnątrz znajduje się muzeum historyczne poświęcone zjednoczeniu Włoch( wstęp bezpłatny). Tym razem odpuszczamy sobie muzeum i kierujemy się prosto na taras widokowy :) Z tego miejsca można się  udać jeszcze  wyżej i windą dojechać na sam szczyt pomnika ( tutaj wstęp jest płatny, odpowiednio 7 i 3,5 euro). Znaczna część tarasu jest w cieniu, więc postanawiamy tam zostać nieco dłużej :) Co ciekawe, po tarasie chodzi "strażnik"( wyglądem przypominający żandarmów z filmów z Louisem de Funesem- zdaję sobie sprawę, że francuskiemu żandarmowi daleko do włoskiego strażnika, ale tak mi się skojarzyło :P) i pilnuje porządku :) Zwraca uwagę zbyt hałaśliwym turystom oraz tym, którzy zajmują "nieobyczajne pozy" - podczas naszej wizyty gwizdkiem zostały upomniane osoby, które na wygodnym murku  zajęły pozycję leżącą ;)

Niektórzy twierdzą,że pomnik ten przypomina swoim wyglądem tort weselny ;)  Trzeba jednak przyznać, że robi wrażenie ;)

Główną częścią tej budowli jest konny posąg Victora Emanuela II. Tuż pod nim stoi płaskorzeźba bogini Rzymu ,usytuowana na złotym tle.
Chwila wytchnienia na tarasie ;) Mina Maryś mówi wszystko, ale była bardzo dzielna :P
Z Placu Weneckiego wąskimi, niezwykle malowniczymi uliczkami udajemy się w kierunku Panteonu :) 
Takie widoki zawsze przykuwają moją uwagę ;)
 




Panteon musi robić wrażenie, między innymi dlatego, że jest to jeden z najlepiej zachowanych zabytków starożytności. Ta majestatyczna świątynia wzniesiona w 125 r. n.e. ku czci siedmiu najważniejszych bóstw Rzymu, na początku VII wieku została zaadoptowana na kościół chrześcijański Santa Maria ad Martyres – Najświętszej Marii od Męczenników. Historia tego miejsca sięga jednak jeszcze wcześniej. Budowla ta powstała w miejscu, gdzie w 27 r. p.n.e. została wybudowana świątynia ku czci boskich patronów Rzymu. W 80 r. n.e. świątynia ta spłonęła ,robiąc tym samym miejsce dla odbudowanego z inicjatywy cesarza Hadriana Panteonu. Świątynia została zaprojektowana w inny sposób, ale pozostawiono oryginalny, zachowany po pożarze prostokątny portyk z kolumnadą i napisem fundacyjnym dedykowanym Agryppie : " Wzniesiony przez Marka Agrypę, syna Lucjusza, konsula po raz trzeci."
Wnętrze Panteonu przede wszystkim wyróżnia się klimatycznym półmrokiem i przyjemnym chłodem :) Jak w każdym kościele jest tu mnóstwo kapliczek, grobowców i ołtarzyków,ale tak naprawdę największe wrażenie robi akustyka tego miejsca oraz gra świateł, którą możemy podziwiać dzięki  jedynemu oknu w Panteonie- oculusowi. Jest to odkryty  otwór o średnicy 9 metrów przez który wpada do wewnątrz tej świątyni naturalne światło :) Nie da się tego opisać, to po prostu trzeba zobaczyć!
Prosto z Pantenonu, gnane głodem, udajemy się do najlepszego baru  w Rzymie :) Z przesympatyczną obsługą i jeszcze lepszymi cenami :) W barze FLO RIDA ,zlokalizowanym przy ulicy Via Florida najadamy się do syta prawdziwie włoską pizzą ( uwaga za porządne porcje dla siebie i Maryś płacę zaledwie 5 euro! To lubię! ;)

To nie Perła, a Peroni :P

Z Via Florida ruszamy prosto na Piazza Navona. Jest to jeden z najbardziej obleganych przez turystów plac w Rzymie. Niewątpliwie ma on swój urok i będąc w Wiecznym Mieście  nie można pominąć tego miejsca :) Ja jednak jestem zdania, że mimo wszystko, piękniejszym, a na pewno bardziej magicznym jest plac Marii Panny na Zatybrzu ( tej najstarszej dzielnicy Rzymu poświęcę kolejny post ). Historia tego placu sięga pierwszego wieku naszej ery, kiedy to na życzenie cesarza Domicjana rozpoczęto tutaj budowę stadionu na 30 tysięcy widzów. Do dziś plac swoim kształtem przypomina tor wyścigowy dla rydwanów konnych :) Centralnym miejscem piazza Navona jest Fontanna Czterech Rzek. Została ona zaprojektowana w 1651 r. przez rzymskiego artystę - Giovanii Lorenzo Berniniego.
Głównym elementem fontanny jest egipski obelisk sprowadzony z cyrku Maksencjusza. Zgromadzeni wokół obeliska czterej panowie ,symbolizują cztery rzeki z czterech kontynentów :)Postać z podniesioną ręką to Rio de la Plata ( Ameryka Południowa) , mężczyzna dosiadający konia jest uosobieniem Dunaju (Europa), Pan z odkrytą głową to Nil ( Afryka), ostatni zaś przedstawia Ganges ( Azja). Osobiście Fontanna Czterech Rzek kojarzy mi się z książką "Anioły i Demony", gdyż to właśnie tutaj ginie ostatni z czterech kardynałów, który nie pojawił się na konklawe. 

Niestety zdjęcie nie wyszło do końca...ale sami rozumiecie- były kolejki do odpowiedniej miejscówki, więc nie miałam jak poprawiać :P 


Fontanna Czterech Rzek z drugiej strony :)
 Na Piazza Navona znajdziemy jeszcze dwie fontanny, znajdujące się na przeciwległych krańcach placu. Z jednej strony Fontanna del Moro z centralną postacią Maura, z drugiej zaś Fontanna Neptuna z Neptunem w otoczeniu nimf .
Z Piazza Navona ruszamy w kierunku Tybru, aby wzdłuż niego dostać się do placu Hiszpańskiego- ostatniego punktu wycieczki na dziś :)Dziewczyny są już wykończone- nic dziwnego ( nawet na mapie, dystans który przeszłyśmy zaczyna robić wrażenie ;) Dalej jednak jestem zdania, że aby móc dobrze poznać Rzym, trzeba go zwiedzić na pieszo!
Po drodze do Placu Hiszpańskiego, fundujemy sobie małe szaleństwo! Mimo zakazu, znajdujemy mniej obleganą fontannę i korzystając z okazji, postanawiamy się schłodzić :) Co ciekawe, za naszym przykładem rusza wycieczka ,chyba z Azji, i po chwili kilka równie szalonych osób, urządza sobie kąpiel w sadzawce! Radocha i ulga dla stóp nie do opisania! ;)

Wreszcie radość na buzi :P
Do Piazza di Spagna docieramy ulicą Condotti, na której znajduje się mnóstwo luksusowych butików. Miejsca te głównie okupują turyści z Azji- zawsze zastanawiam się nad tym fenomenem ;)





Bardzo szybko docieramy do Schodów Hiszpańskich i tutaj pierwsze i na szczęście ostatnie  rozczarowanie :( Schody są w remoncie i nie można się do nich dostać. Nic dziwnego ,że wymagają renowacji, wszak powstały w latach 1723-1726 i szybko stały się symbolem Wiecznego Miasta. Do popularności tego miejsca przyczyniła się również jedna z scen filmu "Rzymskie Wakacje" z niezapomnianą Audrey Hepburn w roli głównej :) Schody łączą plac z stojącym na skraju wzgórza Pincio kościołem Trinità dei Monti ( Kościół Świętej Trójcy). Powstały one dwa wieki później i miały za zadanie podkreślać symbolikę Kościoła. Złożone z trzech poziomów ( jeden Bóg w trzech osobach), w swoim najniższym poziomie przypominające falę morską ,będącą symbolem potęgi Ducha Świętego , miały poprzez swoje piękno kierować umysł ludzki ku Bogu :)



Sam Plac Hiszpański nie wyróżnia się niczym szczególnym, choć z pewnością, gdyby była możliwość posiedzenia na schodach, miejsce to znacznie zyskałoby w moich oczach. Wytchnienia szukamy, przysiadając na fontannie znajdującej się u podnóża schodów. Ta barokowa fontanna została zaprojektowana przez wspomnianego już wcześniej Beniniego.



Z Placu Hiszpańskiego udajemy się prosto do metra i ruszamy w kierunku naszego hostelu :) Jutro czeka nas równie wyczerpujący dzień :)

sobota, 5 listopada 2016

Spacerkiem po Wiecznym Mieście - dzień pierwszy :)

Na zwiedzanie Rzymu mamy tylko trzy dni, więc plan naszego spaceru jest dość napięty :) Trasy opracowuje na podstawie naszych preferencji z cyklu " To muszę koniecznie zobaczyć,bo... " ;)
i fantastycznego bloga o Rzymie Zagubieni w Rzymie :)
Spacer rozpoczynamy od symbolu Rzymu, czyli Koloseum. Na start zaskakuje mnie fakt, że Koloseum znajduje się dosłownie kilkadziesiąt metrów od  stacji metra :) Wychodzimy z budynku
i nagle wielkie wow! :)



Nim jednak dostaniemy się do środka tego antycznego amfiteatru, musimy odstać swoje w kolejce :)
Co prawda jest osobna kolejka dla posiadaczy karty Roma Pass, ale niewiele skraca to czas oczekiwania na wejście.

W kolejce ;) 



Nic dziwnego ,że Koloseum zostało uznane za jeden z nowych cudów świata :) Po wejściu do środka zostajemy dosłownie przytłoczone ogromem i majestatem tego miejsca. Koloseum, którego budowa rozpoczęła się w ok. 70 r.  lub 72 r. z inicjatywy cesarza Wespazjana, założyciela dynastii Flawiuszów, zajmuje powierzchnię 2 ha !!! Ta budowla w kształcie elipsy ma długość 188 m ,szerokość 156 m, obwód 524 m i  wysokość 48,5 m. Mimo,że spędzamy tam prawie 2h nie udaje nam się zobaczyć wszystkiego. Największe wrażenie robią na nas szczątki drewnianej areny Koloseum i zachowane podnośniki dla ludzi i zwierząt.Trudno uwierzyć, że z lochów ,gdzie przetrzymywani byli więźniowie i zwierzęta,byli oni "dostarczani" na arenę właśnie przy pomocy tych podnośników. Sama arena pokryta była wodoodpornym materiałem na który nasypywano piach, w który wsiąkała krew pokonanych.

Po lewej stronie widoczny podnośnik


Plan Koloseum

Amfiteatr ten w czasach swojej świetności mógł pomieścić 60 tysięcy Rzymian głodnych krwawych widowisk, takich jak walki gladiatorów, wyścigi rydwanów, walki zwierząt i publiczne egzekucje.
Warto jednak zaznaczyć ,że niektóre grupy społeczne miały całkowity zakaz wchodzenia do koloseum: grabarze, aktorzy i byli gladiatorzy. Na trybunach również obowiązywał podział ze względu na płeć i status społeczny.
Spragnione cienia udajemy się w stronę Palatynu ( bilet do Koloseum obejmuje również Palatyn), nim jednak tam wejdziemy, dziewczyny rozkładają się w cieniu drzewa, a ja udaje się na poszukiwanie wody :)Wbrew pozorom nie było to takie proste, w ścisłym otoczeniu Koloseum nie było żadnego sklepu, więc musiałam się udać w jedną z bocznych uliczek ( od główniejszej ulicy Via Cavour),aby zrobić dość spore zapasy wody :)
Odpowiednio nawodnione ( jak wspominałam w poprzednim poście, czerwiec to najmniej odpowiedni moment na zwiedzanie Rzymu ;)) kierujemy się w stronę Palatynu. Na tym  legendarnym wzgórzu znaleziono najstarsze ślady osadnictwa w Rzymie. Z nim również związana jest historia założycieli Wiecznego Miasta- Remusa i Romulusa. Któż nie pamięta z nas tej historii o wilczycy, która wykarmiła własnym mlekiem porzuconych bliźniaków ? Podobno u stóp Palatynu znajduje się grota, w której mieszkali.
Na Palatyn wchodzimy od strony ulicy Via Di San Gregorio, ponieważ jest najbliżej zlokalizowana Coloseum :) Po przekroczeniu bramy ( znowu stoimy w mniejszej kolejce dzięki karcie Roma Pass :)) kierujmy się w stronę cienia i  planu wzgórza :) Palatyn jest ogromny i praktycznie na całym jego obszarze zlokalizowane są przeróżne zabytki. Spacer po tym niesamowitym parku, jest niczym powrót do przeszłości.




Zaopatrzone w mapkę na telefonie udajemy się już żwawym ( o ile można się tak poruszać w 40C upale :P) krokiem w stronę interesujących nas zabytków. W drodze na stadion palatyński cesarza Domicjana robimy sobie ostatnią fotkę z widokiem na Koloseum, a następnie odpoczywamy już przy samym stadionie.

Ostatnia fotka z Koloseum w tle ;)

A oto i Stadion Cesarza Domicjana
Przy stadionie Maryś sygnalizuje wielką potrzebę siusiu :P {Zostało to nawet uwiecznione na zdjęciach ;)} Nie zastanawiając się zbyt długo, kierujemy swe kroki w kierunku Muzeum Palatyńskiego ( tam jest wc:)). Nim jednak tam dojdziemy,mijamy jeszcze ruiny prywatnej części rezydencji Domicjana,czyli tzw. Domus Augustana. Podzielony on jest na część północną i leżącą poniżej część południową . Na nas większe wrażenie robi część południowa, która składała się
z dziedzińca z dwukondygnacyjnym portykiem na środku którego stała fontanna :)
 
Południowa część Domus Augustana
Pierwszym miejscem,które odwiedzamy w Muzeum Palatyńskim jest oczywiście wc, ale w końcu pisząc za Terencjuszem( jakby nie było wciąż w klimatach Rzymu ;) :" Nic, co ludzkie nie jest mi obce" ;) Korzystając z faktu, że muzeum jest klimatyzowane, postanawiamy je zwiedzić :) { Do Oranżerii w Paryżu też weszłyśmy ze względu na klimatyzację i jak się później okazało, to był strzał w dziesiątkę! Tym razem było podobnie :)}W poszczególnych salach udaje nam się obejrzeć rekonstrukcję wzgórza palatyńskiego i jego zabudowy. To naprawdę robi wrażenie! Ponadto wzbogacamy swoją wiedzę o historię powstania Rzymu, właśnie dzięki licznie wyświetlanym tam prezentacjom multimedialnym. Po wyjściu z muzeum kierujemy się w stronę reprezentacyjnej części Pałacu Domicjana,czyli Domus Flavia. Na dłużej nasze oczy  zatrzymują się na części jadalnej, w której zachowały się resztki marmurowej posadzki !!! Nieopodal znajdują się ruiny Świątyni Apolla, połączone niegdyś tarasem z rezydencją Cesarza Oktawiana Augusta . Obejrzawszy ze wszystkich możliwych stron rezydencję Oktawiana udajemy się do ruin domu, w którym mieszkał założyciel Rzymu- Romulus! Upał znowu daje o sobie znać, więc postanawiamy udać się w kierunku słynnych Ogrodów Farnese, zbudowanych na ruinach rezydencji cesarza Tyberiusza, i tam poszukać wytchnienia w cieniu :)Po drodze do ogrodów mijamy jeszcze ruiny Świątyni Magna Mater, antyczne zbiorniki na wodę,czyli tzw. cysterny i Casa di Livia, czyli prywatną rezydencję żony cesarza Augusta- Liwii. Wreszcie docieramy do upragnionego cienia i rozkładamy się na ławce robiąc sobie mały piknik ;) Naładowane energią ruszamy w kierunku tarasów widokowych, aby po raz pierwszy podziwiać panoramę Rzymu :)




Widok na Forum Romanum

Forum Romanum c.d. :)
Prostu z tarasów ruszamy w dół ,aby z bliska przyjrzeć się Forum Romanum. Po drodze mijamy źródełka  z pitną wodą i uzupełniamy butelki :) { W Rzymie można spotkać wiele takich kraników z pitną wodą :) Bezcenne, szczególnie podczas upału ;)} 
Forum Romanum ,inaczej zwane Forum Magnum to najstarszy plac miejski w Rzymie. Miejsce to przez setki lat było miejscem odbywania się najważniejszych uroczystości publicznych. Warto jednak zwrócić uwagę na to,że był to nie tylko polityczny i religijny ośrodek starożytnego Rzymu,ale również towarzyski. Poza licznymi posągami, łukami triumfalnymi, portykami oraz świątyniami ( Świątynia boskiego Juliusza, Świątynia Wespazjana, Świątynia Antoniusa i Faustyny,Świątynia Westy, Świątynia Romulusa czy ruiny największej świątyni starożytnego Rzymu- Świątyni Wenus i Romy), znajdziemy tam również ruiny świątyni poświęconej Cloacine, czyli bogini ścieków :)Nie jest to przypadek,że właśnie tej bogini Rzymianie oddawali cześć. Jak się okazuje, starożytni Rzymianie byli niezwykle otwarci ,jeśli chodzi o kwestie związane z defekacją! Niezwykłe jest również to,że toalety były uznawane za najlepsze miejsce do spotkań i pogawędki! Zaskakujące, prawda? :P Zainteresowanych tematem fizjologicznych czynności starożytnych Rzymian odsyłam tutaj: Cała prawda o robieniu kupy w Cesarstwie Rzymskim.





Najstarszy plac miejski w Rzymie, cały skąpany w słońcu, daje nam w kość ;) i po wyjściu postanawiamy pójść na lody :) Na naszej mapce kolejny przystanek to Ołtarz Ojczyzny Rzymu, zlokalizowany przy Piazza Venezia. Nim jednak tam dojdziemy, wytchnienia szukamy w jednej  z knajpek przy Via Cavour :) 
O drugiej części tego intensywnego dnia, wspaniałych zabytkach i najlepszej pizzie w Rzymie już w kolejnym poście! :)

Śladami Woodego Allena, czyli zakochane w Rzymie ;)

Myśl o wycieczce do Rzymu zakiełkowała we mnie po raz pierwszy, po obejrzeniu filmu Woodego Allena "Zakochani w Rzymie" ( jak widać kultura popularna ma dość duży wpływ na podejmowane przeze mnie kierunki wyjazdów :P), jednak dopiero przeczytanie książki "Anioły i Demony" Dona Browna utwierdziło mnie w przekonaniu,że muszę zobaczyć to miejsce! :)

Zatybrze ( Trasvetere) : to tutaj spotyka się młody architekt Jack z architektem ,który wybrał się w sentymentalną podróż do Rzymu w filmie "Zakochani w Rzymie" :)
 Przygotowania do naszej wyprawy, jak zwykle rozpoczęłam od poszukiwania tanich lotów. Z tym było wyjątkowo łatwo :) Z jednej strony znalazłam tanie połączenie do Rzymu z Modlina linami Ryanair :  bilet w jedną stronę od 59 zł :) tani lot do Rzymu, 
z drugiej zaś nieco droższe,ale bardziej komfortowe połączenie z Bydgoszczy włoskimi liniami lotniczymi Mistral Air ( niestety obecnie te loty zostały wyłączone:( ). Wybrałyśmy włoskie linie lotnicze ,gdyż w cenie biletu ,niewiele wyższej od ceny Ryanaira , mieścił się również całkiem spory bagaż :) Na wycieczkę wybrałam ostatni weekend czerwca, ponieważ  w każdą ostatnią niedzielę miesiąca wstęp do Muzeów Watykańskich jest bezpłatny ( co by nie patrzeć,zawsze to 16 euro
w kieszeni :))
Na płycie lotniska  Fiumicino ( większość tanich linii lotniczych ląduje na lotnisku Campino) lądujemy punktualnie o 17.35 i pierwsze co nas uderza, to żar lejący się z nieba ;) Ostatni weekend czerwca to zdecydowanie nie jest najszczęśliwszy czas na zwiedzanie  Wiecznego Miasta, chyba ,że ktoś jest zwolennikiem darmowej sauny :P Niespiesznie udajemy się do głównego budynku lotniska, a stamtąd na dworzec autobusowy . Z lotniska Fiumicino do centrum  Rzymu możemy się udać na dwa sposoby. Pociągiem ekspresowym Leonardo , który kosztuje 14 euro ( nie obowiązują zniżki dla dzieci) - środek transportu dosyć drogi, rzadko wybierany przez rodowitych Włochów( głównie korzystają z niego turyści), ale szybki. Do centrum Rzymu, wybierając pociąg, dostajemy się w około 30 minut. My oczywiście wybieramy wersję tańszą, czyli jeden z autokarów jadących z lotniska do centrum np. Terravision. Na stacji autobusowej jest kilku przewoźników, którzy w tej samej cenie oferują dojazd do Rzymu. Za około 5 euro( ceny mogą być nieco niższe ,jeśli kupujemy bilet przez internet ,bądź opcję "tam i z powrotem") po dwóch godzinach( po południu czas ten jest dłuższy niż normalnie, ze względu na korki) przejażdżki autokarem jesteśmy w centrum.
Na stacji Termini ( tam,gdzie dowozi nas autokar)przecinają się dwie linie metra: pomarańczowa
i niebieska, jest więc to idealne miejsce do przesiadki :) Muszę przyznać,że Rzym to kolejne doskonale skomunikowane miasto ( Paryż również był dla mnie wzorem świetnie skomunikowanego miasta) :) Metrem można się dostać praktycznie wszędzie ( no może poza dzielnicą TRASVETERE, ale tutaj dostajemy się komunikacją miejską), choć osobiście polecam zwiedzanie Rzymu pieszo!!! :)

Mapa metra - Rzym


Jak zwykle swoje pierwsze kroki kierujemy do kiosku po karty Roma Pass :) Wybieramy opcję na 48 godzin, w skład której wchodzi bezpłatne zwiedzanie pierwszego muzeum, zniżki do kolejnych muzeów państwowych ( w muzeach prywatnych, takich jak np. Muzea Watykańskie Karta Roma Pass nie obowiązuje) i bezpłatna komunikacja miejska na 48 h - metro A i B, metro naziemne, autobusy, trolejbusy i tramwaje. Uwaga: karta Roma Pass nie obejmuje transportu kolejowego Trenitalia oraz autobusów Atral/Cotral –co oznacza ,że korzystając z tej karty nie dojedziemy na lotniska Fiumicino/Campino i nie będziemy mogli poruszać się pociągami linii FR 1-2-3-4-5.
W kiosku pierwszy raz zostaje mile zaskoczona, okazuje się,że dzieci do lat 12 poruszają się komunikacją miejską za darmo! Również do państwowych muzeów wstęp dla Marysi jest bezpłatny, więc karta Roma Pass zdecydowanie nie jest jej potrzebna.
Do karty standardowo dołączona jest mapa, która staje się nieodłącznym elementem mojego wyposażenia :) Po kilku dniach zwiedzania wygląda tak ( jak widać była mocno używana :P)

Zdjęcie tego nie oddaje, ale na mapie są zaznaczone ścieżki długopisem :P
Jest już późno, więc postanawiamy udać się do naszego pensjonatu :) Tym razem wybieramy jedną z elegantszych dzielnic Rzymu ( w pamięci wciąż mamy swoje pełne strachu powroty do hotelu w Paryżu :P Paryż ), zlokalizowaną zaledwie dwie stacje metra od Watykanu.  Nasze nocleg znajduje się w pobliżu stacji metra Baldo degli Ubaldi. Jednak jak się okazuje ,trafienie tam bez mapy wcale nie jest proste! Mapa robi nam psikusa ( nie przygotowałam mapki dojścia ze stacji metra do hotelu, bo byłam pewna,że z mapą bez problemu sobie poradzimy ;) i nie odnajdujemy tam dzielnicy, w której znajduje się nasz pensjonat :P Po prostu jej tam nie ma! Ulica Via Moricca, której szukamy, jest na tyle mała,że napotkani przechodnie zupełnie nie kojarzą tego miejsca. Krążymy wzdłuż głównej ulicy, próbując znaleźć jakąś mapkę dzielnicy,niestety bezskutecznie. Gdy jesteśmy już u progu sił , zaczepiam przesympatyczych Włochów, którzy odpalają nawigację w telefonie i kierują nas w stronę naszego pensjonatu! :) Po chwili jesteśmy już na miejscu i bardzo szybko stwierdzamy ,że LT Rooms to strzał w dziesiątkę! Przestronny pokój z balkonem, to właśnie to,czego było nam trzeba :) Kolację jemy już na balkonie, podziwiając spokojne ulice Rzymu. Zbieramy siły na kolejny dzień, który przyniesie nam wiele wrażeń.